środa, 14 grudnia 2011

death by chocolate muffin


Zawsze kupowałam muffiny w jednej z piekarnio-cukierni w mojej dzielnicy – piękne, wyrośnięte, ciemno czekoladowe, z kawałkami chrupiącej w zębach czekolady i posypane zwiewnym cukrem pudrem. Za każdym razem myślałam o tym, żeby zrobić takie w domu. Oczyma wyobraźni widziałam deserowy talerz na małym stoliku w salonie, na którym piętrzą się małe, zgrabne czekoladowe babki. Wizja była na tyle kusząca, że postanowiłam przekłuć ją w rzeczywistość. Kupiłam odpowiednią blachę, wyszperałam przepis na najbardziej czekoladowe ciasto i... znalazłam tort! Zagwozdkę miałam ogromną – może majestatyczny tort zamiast muffinów. Ładniejszy, okazalszy. Zabrało mi to kilka dni, aż w końcu wyjęłam nową blachę, skompletowałam wszystkie składniki i zabrałam się za produkcję.
W kuchni pachniało wspaniale – ciepłą czekoladą, rodzinnym domem. Im bliżej świąt, tym bardziej szukam podobnych zapachów, które przypominają mi o nadchodzących dniach. Wszystkie prezenty już kupione, więc tym bardziej mogę się oddać kulinarnym rewolucjom. I wyszło wspaniale!!



Do pieczenia oprócz blachy i fartucha proponuję piękną zimową piosenkę we wspaniałym wykonaniu Doris Day i Bing’a Crosby ‘Baby it’s cold outside’ http://www.youtube.com/watch?v=009kRJKf9rg&feature=related W takim towarzystwie aż miło jest zostać w domu :)

Składniki na ciasto:
225g deserowej czekolady
140g masła
210g cukru
4 jaja
4 łyżki czubate mąki
4 łyżki kakao
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
4 łyżki śmietanki

Składniki na polewę czekoladową:
2/3 kubka śmietanki kremówki
260g czekolady (40-50% kakao)

Słoik drelowanych wiśni w kompocie.

Ciasto.
Czekoladę połam na kostki i razem z masłem rozpuść w kąpieli wodnej. Pozostaw do przestygnięcia. W misce ubij jajka z cukrem i stopniowo dodawaj mąkę, kakao i proszek do pieczenia. Partiami dodawaj do tego roztopioną czekoladę z masłem i dokładnie mieszaj, najlepiej jakąś drewnianą szpatułką. Na końcu dodaj śmietanę i całość dokładnie połącz. Wsadzaj po łyżce ciasta do każdej muffinowej formy – ciasto urośnie i lekko zapadnie się w środku. Piecz w około 160° przez 20-25 minut. W między czasie sprawdzaj drewnianym patyczkiem – ważne jest, żeby ciasto nie było zbyt długo w piekarniku, bo wtedy muffiny na brzegach stwardnieją! Po upieczeniu pozostaw muffiny do kompletnego wystygnięcia.

Polewa.
Podgrzej 2/3 kubka kremówki. Dodaj połamaną na kostki czekoladę i dokładnie połącz oba składniki. Poczekaj aż trochę przestygnie i polej muffiny tak, żeby czekolada wypełniła zapadnięty środek ciasta. 

Podawaj z wiśniami z kompotu – smakuje wspaniale!!

Przepis bierze udział w akcji 'Ciasteczkowy Adwent' 



niedziela, 4 grudnia 2011

grzane wino... o mroźnych wieczorach, ciepłym kocu w kratę i rozmowach z przyjaciółmi



Rok. Wiosna. Na tę porę roku chyba wszyscy z utęsknieniem czekamy. Taki pierwiosnek. Zapowiedź lepszych czasów i łatwiejszych dni. Jesteśmy wymęczeni marcowymi mrozami i pluchą przy krawężnikach. W szarości krajobrazu zaczyna przebijać świeża zieleń i drobne kwiatki. Prawie niewidoczne, a każdy je zauważa i przy wieczornej kolacji z radością donosi o nich w domu. Lato. Zawsze wspaniałe, gorące, słoneczne. Spacery w ciepłą noc, wspólne grillowanie w ogrodzie, piknik nad jeziorem ze znajomymi i wycieczki rowerowe. Chwile pogodne, pełne śmiechu i wariackich dowcipów. Czerpiemy energię z promieni słonecznych, nagrzewamy się, aby ciepełko zostało w nas jak najdłużej! Jesień. Spokojna i cicha. Stopniowo pojawia się w okolicach naszych domów, w pracy i w parkach, gdzie codziennie spuszczamy psa ze smyczy, żeby się wybiegał. Ma piękne kolory. Dzieci zbierają liście kasztanów w barwach od zielonej, przez złocistą i pomarańczową, do najróżniejszych odcieni czerwieni i bordo. Spacerujemy, a i owszem, ale już cieplej ubrani, na ogół wolniejszym krokiem. Myślimy o nadchodzących świętach, planujemy spotkania rodzinne. Przygotowujemy się do zimy.

ZIMA. Dla mnie to zdecydowanie magiczny czas. Nie tylko z powodu świąt, chociaż nie ukrywajmy, odgrywają znaczącą rolę. Ale w moim życiu zima ma również szereg innych atrybutów. Spokojne wieczory na kanapie pod ciepłym kocem z ciekawą książką. Gorąca, parująca herbata ze spodkiem domowej konfitury. Słodkości i czekolady. Długie rozmowy z przyjaciółmi, bardzo często o tych już na prawdę prywatnych sprawach. Spacery po lesie. Powroty do domu z czerwonym nosem, zimnymi policzkami i skostniałymi palcami, mimo rękawiczek. Jest coś jeszcze na co, jak na czereśnie latem, czekam cały rok – grzane wino.
 
Mogłabym się rozpływać nad takim małym ‘gorącym kubkiem’ godzinami. Zachwalać jego bogaty, winny, słodki smak, wzmocniony gorącą temperaturą. Miękkie, lekko różowe od wina pomarańcze, które potem wyjada się palcami. Goździki wkradające się z każdym łykiem. Mocny zapach rozchodzący się po całym domu. Piękny ciemny kolor. Uwielbiam! Grzane wino jest właśnie tym czymś, co w moim kalendarzu sygnalizuje nadejście zimy. Perspektywą, która ułatwia mi wyjście z domu mimo trzaskającego za oknem mrozu.

Na ten zimowy napój potrzebnych jest tylko kilka składników, w tym ten najważniejszy – czerwone wino:)

Składniki:
butelka czerwonego wytrawnego lub półwytrawnego wina
4 łyżki cukru (lub wg. upodobań smakowych) wymiennie z 3-4 łyżkami miodu
kilka goździków
ok. pół pomarańczy
duża szczypta gałki muszkatołowej

Wino przelej do garnka i podgrzej do około 90°. Pomarańcz pokrój w plastry. Ja obcinam skórkę, żeby potem bez problemu ją zjeść, ale tę decyzję pozostawiam Tobie. Dodaj kolejno składniki. Wymieszaj. Podawaj gorące z plastrem pomarańczy.

W tle na jeden z takich wieczorów proponuję jedną z najpiękniejszych i najcieplejszych piosenek w historii muzyki (moim skromnym zdaniem) w wykonaniu Louisa Armstronga ‘What a wonderful world’ http://www.youtube.com/watch?v=E2VCwBzGdPM

Życzę Wam cudownych zimowych wieczorów!!






Ten przepis bierze udział w akcji 'Korzenny tydzień'.

karmelizowane marchewki z roszponką zawijane w szynkę parmeńską




Swojego czasu kupiłam sobie sporo książek kucharskich. Nowy miejsce, nowe mieszkanie, nowa kuchnia i nowy rozdział w życiu. Na półce, którą przeznaczyłam na książki świeciło pustkami, więc krok po kroku, sukcesywnie szukałam i kupowałam rozmaite pozycje. Kuchnia niemiecka, śródziemnomorska, słodkie, angielskie Święta Bożego Narodzenia, jabłka i gruszki... W tych pozycjach pojawiła się również książka ‘Leicht & schnell’ (lekko i szybko) wydawnictwa Zabert Sandmann. Jest tam sporo przystawek, sałatek i zup. Jedna przystawka szczególnie przykuła moją uwagę, mianowicie marchewka. Bardzo lubię takie małe dodatki. Kolorowe, smaczne – zawsze urozmaicają posiłek i są piękną dekoracją stołu. Pasują do każdej okazji: wystawnej kolacji, obiadu z rodziną czy na imprezę, jako jedna z szeregu tapas.

Marchewka często pojawia się u nas w domowym repertuarze, ale najczęściej jako surówka albo duszona w plasterkach. Dlatego przepis na karmelizowaną marchew prawie w całości bardzo mnie zainteresował! Wygląda szalenie apetycznie! Lekko połyskująca, z zieloną sałatą, wszystko zawinięte w cienki plasterek szynki parmeńskiej. Nie wiedziałam, jakich smaków spodziewać się z takiego połączenia na talerzu, ale to, co zastałam okazało się być również bardzo ciekawe. Marchewka po podduszeniu jest lekko miękka, mieszają się smaki: słodki i cytrynowy od zalewy, słonawy od szynki i ostry od pieprzu, a to wszystko łagodzi roszponka.

Składniki na 4 osobową biesiadę:
6 niewielkich marchewek
6 łyżek oliwy z oliwek
cytryna
sól i świeżo mielony pieprz
1 łyżeczka cukru
125g roszponki
12 plastrów szynki parmeńskiej

marchewki obierz, umyj i przekrój wzdłuż na 2 równe kawałki. W garnku rozgrzej oliwę, włóż marchewki i podsmaż z każdej strony przez około 3-4 minuty. W międzyczasie wyciśnij sok z cytryny i razem z solą i cukrem dodaj do marchewek. Duś wszystko pod przykryciem przez kolejne 8-10 minut. Pozostaw do wystygnięcia*. Umyj i dokładnie osusz roszponkę. Na każdą marchewkę oberwij po 4-5 listków. Zawiń marchewkę z roszponką w plaster szynki parmeńskiej i całość posyp świeżo mielonym pieprzem. Podawaj z dobrym razowym chlebem i masłem. Smacznego!!


* przystawkę można również serwować na ciepło. W takim przypadku nie czekaj aż marchewka wystygnie, tylko postępuj zgodnie z krokami powyżej. 








Przepis bierze udział w akcji 'Sylwestrowe prywatki'.

środa, 30 listopada 2011

penne z szynką w maśle czosnkowym zapiekane pod poduszką z sera raclette


Przyznam, że ten przepis powstał z tak zwanych ‘resztek z lodówki’. Może nie powinnam rozpoczynać historii tymi słowami, ale chyba każdy z nas ma takie momenty, kiedy lodówka wygląda na pełną, ale tak na prawdę wszystkiego jest tylko trochę – za dużo, żeby kupić nowe i za mało, żeby coś z tego przyrządzić. Dodatkowym czynnikiem w moim przypadku był również akt, że nie miałam zbyt dużo czasu, a chciałam zjeść coś dobrego. Przyznam, że najbardziej lubię jeść w domu. Knajpek i restauracji mam w okolicy mnóstwo, ale jak ogarnia mnie ochota na coś dobrego, to na ogół wiąże się to z moją kuchnią, zakupami i długim gotowaniem. 




Po głowie chodził mi już od dłuższego czasu makaron. Postanowiłam posłuchać swojego instynktu i sięgnęłam po mój ulubiony, czyli penne. Na ogół ląduje w nim masło, czosnek, zioła i jakiś dodatek, ale wczoraj wspięłam się na wyższy poziomu obsługi swojego tymczasowego piekarnika z minimalną ilością funkcji i zapiekłam makaron pod serem. A ser niczego sobie – pyszny, śmierdzący, ostry i lepki raclett. I tak po nitce do kłębka wyszła lekka pasta przykryta zimowym serowym kożuchem. Smakowała znakomicie. Cytryna dodała świeżości, szynka z indyka pierwiastka mięsnego, a ser ostrości, no i oczywiście – ciągnął się!

Jak gotuje coś, na co czekam, co gdzieś tam za mną chodzi, to na ogół do samego gotowania puszczam piosenki, które dobrze znam. To działa jak automat – skupiam się na przygotowywaniu jedzenia, ale nucę i podryguję z przyzwyczajenia, bez rozpraszania się. Jedną z takich piosenek jest bardzo przyjemna i pozytywnie nastrajająca ‘Television’ Baaba Maal - http://www.youtube.com/watch?v=d22Hvh-odGY

Składniki na 2 osoby:
5 garści makaronu penne
4-5 dużych ząbków czosnku
8 plasterków szynki z indyka
6 łyżek masła + trochę oliwy
8 plastrów gr. około 5mm sera raclette
suszona szałwia
łyżka soku z cytryny
sól i pieprz

Makaron ugotuj al dente. W między czasie posiekaj drobno czosnek i wrzuć na rozgrzaną patelnię z połową masła i odrobiną oliwy. Po chwili dodaj pokrojoną w niewielkie kawałki szynkę i podrumień. Dodaj do tego makaron i wymieszaj z resztą masła. Dopraw solą, pieprzem, szałwią i sokiem z cytryny. Nastaw piekarnik na 150°C. Na makaron połóż pokrojone w paski plastry sera i wstaw do pieca na około 15 minut. Po tym czasie wyjmij (ser powinien mieć małe ‘bąble’ od gorąca. Serwuj na talerze. Smak świetny. Zapraszam do stołu!




bomba witaminowa z dzieciństwa, czyli surówka z marchwi i jabłka

Słuchajcie. Historia, w przeciwieństwie do przepisu jest długa, bo sięga dzieciństwa. Babcia szykowała nam zawsze pełne obiady, czyli taki prawdziwy przedwojenny sznyt: zupa, drugie z surówką, kompot i coś słodkiego na ząb. Smaki zmieniały się wraz z okresem dorastania, więc i jadłospis ewoluował, ale niektóre rzeczy do teraz zostały niezmienione. Surówka z marchwi i jabłka jest jedną z nich. Uwielbiam ten cytrynowo-słodki smak. Marchewka, z której ścieka sok. Kawałki jabłka. Gdzieniegdzie chrzęści cukier, który jeszcze się nie stopił. Kolejne wspomnienie z dzieciństwa, w którym chyba nie jestem odosobniona, prawda?




U nas w domu proporcje były następujące: 5 marchewek = 4 jabłka, to starczy dla 4 osób. Takie podaje składniki:
5 marchewek
4 jabłka
ok. 2 łyżeczek cukru
1 cytryna

Marchewkę obierz, umyj i utrzyj na drobnych oczkach tarki. Z jabłkami postępuj tak samo, tylko utrzyj je na dużych oczkach. Wymieszaj i dopraw cukrem i sokiem z cytryny. Jeśli proporcje słodkiego do kwaśnego nie będą Tobie odpowiadać, to cukrem i cytryną dopraw po swojemu.

Gotowe. Zdrowe. Smaczne. Kolorowe.


Ten skromny dodatek do mięsa bierze udział w akcji 'Retro kuchnia'.







wtorek, 29 listopada 2011

wspomnienie wiosny - risotto na białym winie z gorszkiem, ogonkami mięsnymi i orzechami włoskimi

Ostatnie tchnienie wiosny u nas w kuchni miało miejsce w ten weekend. Ledwo dostrzegalne zielone groszki i orzechy o ciepło brązowej barwie przypominały, że jeszcze nie tak dawno temu na dworze było ciepło i przyjemnie. Od teraz gotujemy już zimowo – na gorąco, z mięsem i rozmaitymi zupami. Lekkie risotto okazało się być najlepszym pożegnaniem wiosny - smakowo, kolorystycznie i kalorycznie wpasowało się idealnie w ramy tego kulinarnego przedsięwzięcia.




Przepis, którym chciałam się podzielić zainspirowany został książką kucharską ‘Die Step-by-Step Küche – Blitzgerichte’ wydawnictwa Parragon. Może najpierw kilka słów o tej niemieckojęzycznej pozycji. Jest to jedna z lepszych książek kucharskich, na które trafiłam. To wydanie zawiera rozmaite przepisy, których wspólne cechy to: łatwość przygotowania, efektowność i oczywiście świetny smak. Jest wiele książek, w których są najrozmaitsze, wspaniałe potrawy, ale w sytuacji, kiedy nie dysponujemy całym dniem i poprzedzającym go czasem na przygotowanie składników, nie jesteśmy w stanie nic ugotować. Ta książka jest jak worek z prezentami dla ludzi, którzy cenią dobre, domowe jedzenie i chcą się nim dzielić, ale nie zawsze dysponują czasem. Z tej serii mam jeszcze książkę ‘Die Step-by-Step Küche – Backen’ czyli ciasta, ciasteczka, desery, słodkie przekąski itd., ale jest jeszcze dostępna kuchnia włoska i azjatycka. Co więcej, to co doceniam, to również przejrzystość opisu przygotowania potrawy i to co pojawia się w tytule, czyli krok po kroku wskazówki, jak co zrobić (wzbogacone o zdjęcia z etapów przygotowania). 

Skoro wracamy na chwilę do tego, co było, to podzielę się z wami swoim muzycznym wspomnieniem z okresu późnego dzieciństwa i dorastania. Uwielbiałam Tine Turner! Jej skrzeczący, charyzmatyczny głoś przypadł mi w wieku 15 lat do gustu tak bardzo, że miałam jej wszystkie kasety i stare  nagrania na taśmach video z duetów w Davidem Bowie. Poniższy link prowadzi do współczesnego nagrania piosenki ‘Proud Mary’ z udziałem Tiny Turner i Beyonce http://www.youtube.com/watch?v=FRex_6-vSRg&feature=related

Teraz już wróćmy do risotto. Uważam, że ryż jest niesamowicie wdzięcznym materiałem do pracy. Daje nam mnóstwo możliwości. Od dłuższego czasu gotuje ryż przesmażając go najpierw na olwie i maśle razem z cebulką czy czosnkiem i dopiero potem zalewam bulionem. To sprawia, że ryż jest sypki, można kontrolować jego twardość w trakcie gotowania, a każde ziarenko jest jakby gładsze. Nie wiem dlaczego, ryże z pojedynczych torebek są takie ‘kostropate’.

Przejdźmy do przepisu. Składniki:
350g ryżu arborio (albo zwykłego, jeśli akurat nie masz ryżu do risotto)
1 pierś kury
1 cebulka
puszka zielonego drobnego groszku
150ml białego wytrawnego wina
ok. 1.5L bulionu
40g obranych, rozdrobnionych orzechów włoskich
parmezan do starcia
masło i oliwa z oliwek do smażenia
starta skórka z połowy cytryny i sok
sól i pieprz

Na patelni rozgrzej masło i oliwę, wrzuć posiekaną cebulkę i lekko przysmaż. Dodaj ryż i na mniejszym ogniu mieszaj, aż się zeszkli. Dodaj wino i zostaw na ok. 5 minut. Następnie zalej bulionem tak, aby przykrywał ryż. Resztę dolewaj w trakcie gotowania, to da Tobie większą szansę na wypróbowanie ryżu i zdjęcie go z ognia w momencie, kiedy osiągnie odpowiadającą Tobie miękkość. Równolegle umyj i pokrój pierś kury na małe paski. Przesmaż i podduś na oliwie razem z solą, pieprzem i odrobiną bulionu. Do ugotowanego ryżu dodaj groszek i mięso. Dokładnie wymieszaj. Następnie dodaj orzechy i pokrop sokiem z cytryny. Na końcu dodaj skórkę z cytryny i jeszcze przez 5 minut pozostaw na ogniu, mieszając. Na talerzu posyp parmezanem. Na wiosenne wspomnienia i zimowe podboje:)




czerwona fasola... ponoć po meksykańsku




Od pewnego czasu regularnie spotykamy się na ‘jedzenie’ w grupie znajomych pochodzących z krajów Ameryki Południowej. Przy stole spotyka się Kolumbia, Meksyk, Brazylia, Hiszpania i Polska. Każdy wnosi coś do wspólnego posiłku. Razem robimy zakupy, co z zewnątrz może wyglądać chyba trochę chaotycznie i gotujemy w małej kuchni na czwartym piętrze u Carlosa. Ostatnio spotkaliśmy się we trójkę, w okrojonym gronie i urządziliśmy sobie spokojny, relaksujący wieczór z mnóstwem opowieści o życiu, o tym co się udało, co nie i co dalej z tym począć. Do tego naturalnie pasowało wino, dużo wina. Natomiast na stole lądowały najróżniejsze potrawy. Tortellini z szynką, sałata z roszponki i pomidorów, pieczona kura w sosie ziołowym i jabłka pieczone. Wśród tych pyszności było coś, co zapamiętałam i co bardzo mi zasmakowało, mianowicie czerwona fasola z boczkiem.

Do tego coś dla tych, których czasem dopada tęsknota Sting 'Fields of Gold' http://www.youtube.com/watch?v=PeKE2Z-9HVM

Jest to przystawka ponoć meksykańska, jak powiedzieli mi znajomi. Robiona na wiele sposobów – ostro, słodko, kwaśno. Nasza była gdzieś między słodkim, a ostrym w stronę ostrego. Oczywiście tym razem nie moczyliśmy fasoli przez całą noc, jak przystało, tylko kupiliśmy ją w puszce, ale smak zdecydowanie nawiązywał do ostrych, meksykańskich przekąsek! Powiem wam - dość że łatwa i szybka do zrobienia, to do tego idealna do podjadania przed właściwym posiłkiem, do szklanki wina i kawałka świeżego chleba. Smakuje na ciepło i na zimno. Świetna na imprezy, spotkania i kolacje. Można zostawić gości z tą przystawką na czas przygotowywania w kuchni głównego dania i nawet się nie zorientują, ile czasu minęło!

Nie potrzebujemy do tego zbyt wiele:
125g czerwonej fasoli
ok. 100g wędzonego boczku
łyżeczka ostrego miodu
kilka kropli cytryny
ewentualnie pieprz (dla odważnych)

Na rozgrzaną patelnię wrzuć pokrojony w drobną kostkę boczek. Jak wytopi się trochę tłuszczu, dodaj fasolę i potrzymaj jeszcze przez ok. 10-12 minut na mniejszym ogniu, żeby składniki się razem podusiły i wzajemnie przeszły swoim zapachem. Pod koniec dodaj miód i cytrynę i wymieszaj. Możesz po zaserwowaniu posypać pieprzem. I gotowe! Do tego pajda chleba z chrupiącą skórką i nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć smacznego!




niedziela, 20 listopada 2011

jabłka z pieca z domowymi śliwkowymi powidłami

Tym muszę się podzielić, choćby nie wiem co! Sądzę, że tak jak ja, staniecie się amatorami tego jesienno-zimowego podwieczorku. Jak myślę o pieczonych jabłkach, to widzę się oczyma wyobraźni w domu. Na kanapie przy kominku, przykryta bordowym kocem, z książką i psią mordą na kolanach. W takich warunkach sięgam na ogół po ten słodko-kwaskowy podwieczorek. Przygotowanie jest bardzo proste, ale uwaga (!) smak i zapach uzależniają na co najmniej 6 zimnych miesięcy :)



A te zimne miesiące łagodzi ciepły głos Nat King Cole’a. Tym razem piękna, spokojna piosenka ‘Smile’. http://www.youtube.com/watch?v=_r9To--8IVY

Składniki zależne są jedynie od liczby chętnych. Na 1 jabłko (boskoop) potrzebna jest 1 łyżeczka cukru i 2 łyżeczki powideł.

Jeśli chodzi o powidła, to można stosować różne zamienniki typu dżemy z owoców leśnych. Pamiętajcie tylko, że kupne dżemy są na ogół słodsze, więc wtedy radziłabym zrezygnować z cukru!

Jabłka umyj i ostrożnie wydrąż środek tak, aby nie przebić owocu na wylot. Do dziury wsyp najpierw cukier i na to powidła. Piekarnik nastaw na 180°C i piecz jabłka ok. 20 minut. Wyjmij i podawaj gorące. W ten zimny wieczór życzę smacznego!!





magiczny krem ze świeżych pomidorów z jabłkiem i serem pleśniowym

„The sun has left and forgotten me
It’s dark, I cannot see
Why does this rain pour
down
I’m gonna drown
In a sea
Of deep confusion

Somebody told me, I don’t know who
Whenever you are sad and blue
And you’re feelin’ all alone and left behind
Just take a look inside and you will find…”


Panie i Panowie – czas na zupy! Na dworze zimno, nos czerwony, a grzanego wina nie można przecież pić codziennie. Nie pozostaje nic innego, jak za babcina radą sięgnąć po najrozmaitsze zupy. A tu już wszystkie chwyty dozwolone. Gorące, rozgrzewające, pożywne i warzywne. Z makaronem, lanymi kluskami, grysikiem i ryżem. A najlepsze to te z wkładką, jajem i bułką. W zimowe dni wszystko co gorące smakuje najlepiej. 




Z całej ‘powodzi’ zup wybrałam ostatnio pomidorową. Niby zwykła, tradycyjna zupa, a pole do popisu mamy na prawdę ogromne. Pomidor pomidorowi nie równy, więc i smak może wyjść zupełnie inny. I tym sposobem w sobotę do zupy wpadło jabłko. Babcia nauczyła mnie, że pomidorową zawsze trzeba okrasić szczyptą cukru, więc postanowiłam tę słodycz zamienić na bardziej naturalny owocowy dodatek i muszę przyznać, że wyszło świetnie! Jabłko dodało świeżej nuty, takiego dziecięcego psikusa, który okazał się być hitem tego weekendu! Do tego świeża bagietka z serem pleśniowym, czyli kontrast, bo smak zdecydowanie słony i ostry. Połączenie okazało się doskonałe.

Do tego piosenka idealna na zimne wieczory. Spokojny dźwięk klarnetu i piękny głos piosenkarki z zespołu Pink Martini opowiadają historię małego pomidora wiszącego samotnie na krzaku, który boi się nadchodzącej burzy i ciemnej nocy. Akurat do pomidorowej! Pink Martini ‘Hang on little tomato’  http://www.youtube.com/watch?v=9Jz706sJMjg

700g pomidorów (najlepiej podłużne, gruntowe)
2 marchewki
2 ząbki czosnku
1 cebula
1 jabłko (boskoop)
litr wrzącej wody
szczypta cukru
łyżeczka soku z cytryny
sól pieprz

Pomidory umyj, sparz i obierz i pokrój w kostkę. Lekko posól i przesmaż na patelni razem z posiekanym czosnkiem. Równolegle do garnka wlej trochę oliwy i dodaj łyżkę masła. Na roztopionym tłuszczy przesmaż pokrojoną w plastry marchewkę i posiekaną cebulę. Smaż przez ok. 25 minut, co jakiś czas mieszając. Po tym czasie zalej marchewkę i cebulę wodą, dodaj przesmażone pomidory i gotuj przez 10 minut. Obierz jabłko, pokrój w kostkę i dodaj do zupy i gotuj jeszcze ok. 10 minut. Następnie dodaj cukier i sok z cytryny i zmiksuj całość blenderem tak, aby powstał gładki krem. Teraz dopraw do smaku pieprzem i solą i gotowe :) 

życzę smacznego!! 

Inspiracje zaczerpnięte z książki 'Encyklopedia zup'


środa, 16 listopada 2011

rzut oka na kuchnię południowo-amerykańską! Feijoada, farofa i molho de pimenta, czyli brazylijski gulasz z pomarańczą i piekielnie ostrym pieprzowym sosem!

Wielkimi krokami zbliżają się zimowe wieczory, minusowe temperatury i trzeszczący pod nogami śnieg. Z domu trzeba wyjść na tyle rozgrzanym, żeby nie utracić ciepła przynajmniej do najbliższego przystanku, a po powrocie od razu sięgnąć po herbatę z wkładką. Tak zapowiada się kilka najbliższych miesięcy, więc najwyższy czas żeby i w kuchni zrobiło się tłusto, gorąco i... mięsnie!

Tym razem propozycja ze stołów Ameryki Południowej. Sama nie podjęłabym się tego zadania, ale pod okiem Alcione, Brazylijki z krwi i kości, skomplikowana feijoada okazała się łatwa do zrobienia i wyszła rewelacyjnie! Muszę przyznać, że przez tę koleżankę regularnie poznaję nowe oblicza Brazylii, nie tylko kulinarne. Równie często jak wspólnie gotowane  obiady, wspominam koncert Elzy Soares – ekscentrycznej, malutkiej piosenkarki z burzą loków, głosem jak dzwon i chrypą rozsławioną przez takie utwory jak ‘Mas Que Nada’ czy ‘Meu Guri’. Więc już teraz włączcie te bardziej gorące rytmy, a na pewno feijoada pojawi się kiedyś na waszych stołach. Poniższy link to playlista różnych piosenek, więc spokojnie wystarczy na cały czas przygotowania gulaszu :) http://www.youtube.com/watch?v=aFg_gqx6WAc&feature=mr_meh&list=AVGxdCwVVULXetHGtVWJ_fE9ITywTjYY_S&lf=list_related&playnext=0

Na początek kilka słów o tym daniu. Powstało w kręgach niewolników kolonialnych, co za tym idzie, jest bardzo proste i pożywne. Tradycyjny skład to czarna fasola i rozmaite kawałki suszonego oraz wędzonego mięsa: ozory, ogony, wieprzowe uszy i nogi. Uważa się, że feijoada jest brazylijską wersją południowo-europejskich gulaszów. Najwięcej wspólnego ma oczywiście z kuchnią portugalską. Tego typu potrawy – proste i smaczne – szybko awansują z kręgów biedoty, na te eleganckie stoły i tak też było tym razem. Obecnie feijoada jest w Brazylii potrawą narodową. Podaje się ją zazwyczaj z wieloma dodatkami, co bardzo mnie zaskoczyło, bo w naszej kuchni ziemniaków i ryżu raczej się nie łączy. Na stół wjeżdżają:  gotowany ryż, pokrojone w kostkę ziemniaczki i kolejna brazylijska specjalność, czyli farofa (prażona i zasmażana mąka z manioku) z drobno siekanym, podsmażonym boczkiem. Do tego obowiązkowo plaster pomarańczy, sałatka warzywna i Molho de pimenta, czyli pikantny sos z pieprzu. Niech was te ilości nie odstraszą. Pracy przy tej potrawie jest na prawdę niewiele, a przyjemność z jedzenia, wyjadania przez następne dni – ogromna :)




Zanim przejdziemy do gotowania 3 informacje: do tej potrawy nie potrzeba ani odrobiny tłuszczu, więc smażenie odbywa się bez oliwy, oleju itp. Tak samo nie dodawaj soli – mięso ma jej wystarczająco dużo! Ostatnia, organizacyjna sprawa, na takie ilości jedzenia potrzeba co najmniej 2 duże patelnie i 2 duże garnki :)

Jak już napisałam – gulasz. Dużo mięsa, dużo fasoli i zupełnie nowy smak. Zaczynamy!

Składniki na feijoadę dla ok. 6-8 osób:
500g czarnej fasoli
400g kiełbasy wieprzowej
400g polędwicy wieprzowej
8-10 grubych plastrów bekonu
1 cebula
główka czosnku
pomarańcz
pieprz czarny do smaku (ewentualnie)

Składniki na farofę:
500g farofy
plaster bekonu

Składniki na molho de pimenta (pół szklanki sosu):
4 łyżeczki świeżego soku z limonki
cebulka
2 łyżeczki ostrej czerwonej papryczki marynowanej w occie
4 łyżeczki oliwy z oliwek

Składniki na sałatkę warzywną:
4 pomidory
2 duże ogórki
2 duże cebule
oliwa
sól i pieprz

Pozostałe dodatki:
sypki ryż
1kg ziemniaków

Feijoada.
Zacznij od fasoli. Namocz ją w wodzie na noc. Następnego dnia odsącz, zalej świeżą wodą i gotuj przez ok. 40 minut, aż stanie się miękka. Mięso umyj, osusz i pokrój w plastry ok. 1,5-2cm grubości. Posiekaj cebulę, nie zbyt drobno! Obierz i zmiażdż czosnek.

Polędwicę dokładnie wymieszaj z czosnkiem i odstaw na czas smażenia reszty składników. Na rozgrzaną patelnię wrzuć cebulę i doprowadź do zeszklenia. Następnie dodaj kiełbasę z bekonem i smaż na średnim ogniu regularnie mieszając. Jak mięso będzie gotowe, odstaw na bok. Tak samo postępuj z polędwicą.
Jak już mięsa będą gotowe, dodaj je do fasoli (razem z tłuszczem czy wodą, która zebrała się na patelni podczas smażenia) i przez jakiś czas gotuj razem, dokładnie mieszając. Voila -  gulasz jest już właściwie gotowy!




Farofa.
Pokrój bekon na drobną kostkę. Podsmaż na patelni bez tłuszczu. Dodaj farofę i smaż jeszcze przez ok. 10 minut na niewielkim ogniu, co jakiś czas mieszając.

Sałatka warzywna.
Pokrój wszystkie składniki w małą kostkę. Polej oliwą, dopraw solą i pieprzem.

Molho de pimenta.
Cebulę obierz i bardzo drobno posiekaj. Włóż wszystkie składniki oprócz oliwy do moździerza. Przez ok. 20 minut rozdrabniaj składniki, tak aby uzyskać jednolitą masę. Przez podaniem dodaj oliwę i dokładnie wymieszaj. Uwaga – bardzo ostre!

Pozostałe dodatki.
Ryż ugotuj na sypko. Ziemniaki obierz, ugotuj i pokrój w kostkę. Podawaj ciepłe! Pomarańcz dokładnie umyj i pokrój w plastry ok. 1cm grubości.
Teraz kiedy już wszystko jest gotowe pozostaje tylko zaserwować feijoadę w odpowiedni sposób. Na talerz nałóż wszystkie składniki: feijoadę, farofę, ryż i ziemniaki. Do tego 2 łyżki sałatki warzywnej i plaster pomarańczy i dla odważnych pikantny sos z pieprzu. Pomarańcz zjedz na samym końcu!! 

Bom apetite!

poniedziałek, 14 listopada 2011

jesienne dodatki do ciepłej herbatki - piwne racuchy z jabłkami

Przyznam, że uwielbiam takie małe przekąski do herbaty! Regularnie wyszukuje przepisy na słodkie konfitury, pieczone owoce, musy... coś słodkiego, jednocześnie małego, akurat do popołudniowej herbaty na porcelanowym spodku ze złotą obwódką. Tego typu kulinarne przedsięwzięcia sprawiają mi ogromną frajdę. Są tylko dodatkiem, wisienką na torcie, bez której spokojnie moglibyśmy się po pełnym obiedzie obejść, ale zarówno przygotowanie, jak i późniejsze zajadanie sprawia taką przyjemność, że nie można jej sobie odmówić. 




Jak już chyba kiedyś wspomniałam, lubię korzystać z sezonowych dobroci. Uważam, że natura tak to wszystko świetnie przemyślała, że truskawki najlepiej smakują latem, a gruszki jesienią. Dziś czas na jabłka! 

Kolejną moją słabą stroną są rzeczy smażone i pieczone – uwielbiam! Mięso, owoce, warzywa najlepiej smakują mi właśnie w tej formie, chociaż wiem, że w nadmiarze bywa ona niezdrowa. Ale cóż, jeśli powiedziało się A, najwyższy czas na B:) 

... ale zanim cała reszta, to na zaostrzenie apetytu piękna polska piosenka 'Gaj' w wykonaniu Maryli Rodowicz i Marka Grechuty http://www.youtube.com/watch?v=72AByDWgN-Q

Do owoców i smażenia znalazłam przepis idealny. Ciasto z dodatkiem piwa jest substancją kapitalną. Niech was piwo przypadkiem nie odstraszy! Ja należę do osób, które piwa w ogóle nie biorą do ust. Nie odpowiada mi smak, kolor, zapach i cała ta browarna stęchlizna. Ale w gotowaniu to już co innego! O ile w surowym cieście czuć zapach i smak piwa, o tyle po usmażeniu nie ma po nim śladu, a ciasto jest lekkie i chrupiące. Co do jabłek, stają się miękkie i okryte tą ciastową poduszeczką, rozpływają się w ustach.

Proporcje na obfitą porcję do herbaty dla co najmniej 4 osób:
25dag mąki pszennej
2 jaja
1 szklanka jasnego piwa
1/2 łyżeczki soli
2 łyżki oleju roślinnego
1 łyżka oliwy z oliwek

7-8 jabłek (boskoop)
cukier puder
olej do smażenia

Od razu na początku zaznaczę, że do tego przepisu świetnie przyda się robot kuchenny z końcówkami do bicia piany i mieszania cista – zdecydowanie ułatwi pracę!

Mąkę wymieszaj z solą. W oddzielnej misce ubij żółtka z olejem i oliwą na gładką masę. Dodaj do mąki i wymieszaj. Następnie wlej do masy piwo, powoli, cały czas mieszając, aż do uzyskania jednolitej masy. Miskę z ciastem przykryj lnianą lub bawełnianą ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na ok. godzinę, aby ciasto napęczniało.
Jabłka umyj, obierz, pokrój na plastry grubości ok. 1cm i wykrój gniazda tak, żeby zachował się pełen krążek z dziurą w środku. Posyp lekko cukrem pudrem i odstaw. Białka ubij na sztywną pianę i połącz z ciastem. Rób to delikatnie, żeby piana nie opadła – to zapewni racuchom puszystość.
Plastry jabłek zanurzaj w cieście i smaż na rozgrzanym oleju. Proponuję smażyć pojedynczo, wtedy racuchy się nie skleją. Jeszcze jedna rada na koniec – do przewracania jabłek w tłuszczu najlepiej użyj drewnianego patyczka do szaszłyków – w ten sposób najmniej uszkodzisz pulchne ciasto. Usmażone racuchy odkładaj na kratkę, żeby ociekły z tłuszczu i aby ciasto zachowało ‘chrupkość’. Jeśli położysz je od razu jeden na drugim, ciasto od wzajemnego ciepła zrobi się miękkie, a nie chrupiące! Przed podaniem oprósz cukrem pudrem. Palce lizać!!

Przepis bierze udział w akcji 'Sezon na jabłka 2'. Gorąco polecam również inne przepisy nadesłane na tę akcję!




Przepis w oryginalnej wersji znajdziecie na stronie Ugotuj.to

 

smaki z dzieciństwa i nie tylko, czyli potrawy mało wyszukane, ale najlepsze... makaron z białym serem

Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę mogła podzielić się tym smakiem z innymi, poza moją rodziną. Wpadła mi w oko akcja kulinarna ‘Retro kuchnia’ i od razu wiedziałam, że to będzie to! Smaki z dzieciństwa. Mam ich mnóstwo! Słodka zupa nic autorstwa Babci z lekkimi,  puszystymi kluskami = chmurkami. Buły na parze z sosem mięsnym, które do tej pory w  wyjątkowych momentach pojawiają się na stole. Kluski kładzione łyżką. Chrupiąca, odsmażana domowa pizza z szynką, serem, papryką i pomidorami. Grzanki, które nawet teraz jemy u Babci na kolację. Podwieczorkowy jeż z białego sera i słonych paluszków. Zupa ogórkowa z domowo kiszonymi ogórami, której nie jadłam już całe wieki... Mogłabym tak wymieniać jeszcze długo, bo dzieciństwo miałam bardzo smaczne!!  

Nie mniej dzisiaj chciałam przypomnieć smak, który do naszego jadłospisu wniósł Tato – makaron z białym serem. Do tej pory regularnie zdarzają się momenty, kiedy to mało wykwintne, ale bardzo smaczne danie chodzi za mną tak skutecznie, że z kapiącą ślinką kupuję ser i makaron i robię sobie ucztę, na którą zaproszenia chyba nikt poza moim Tatą by nie przyjął :)




Mnie bardzo odpowiada ten smak. Makaron jest lekko słony, delikatny i śliski po wymieszaniu z łyżką masła. Do tego pokruszony biały ser, który chwilę po zmieszaniu na talerzu ogrzewa się od makaronu, oblepia masłem i cudownie smakuje!! Jeśli kogoś zachęciłam, to jedną z moich rad jest użycie makaronu w kształcie muszelek. Wtedy ser wpada w te zagłębienia i przy każdym widelcu te proporcje sera do makaronu są idealne.

Można oczywiście urozmaicić pastę o drobno pokrojony i podsmażony boczek - sądzę, że też by świetnie pasował! Ja na razie wiernie trzymam się swojego dziecięcego smaku, ale może z czasem sama dam się namówić na jakieś drobne zmiany.

Porcja na 1 osobę:
3 garście makaronu
ok. 150g białego sera półtłustego (musi być wilgotny)
łyżka masła
sól

Makaron ugotuj w osolonej wodzie al dente. Włóż do garnka i wymieszaj z masłem. Wyłóż na talerz i posyp pokruszonym serem. To wszystko:)

Nie oczekuję, że ta potrawa was oczaruje, ale liczę na uśmiech. Mnie towarzyszył od samego początku. Mimo wszystko puszczam kawałek swojego dzieciństwa w eter i mam cichą nadzieję, że znajdzie się jakiś amator tego prostego smaku.




Ten przepis bierze udział w akcji 'Retro kuchnia'. 

środa, 9 listopada 2011

czas na niemiecki klasyk, czyli kiełbasę!! Nürnberger Würstchen z ziemniaczkami i musztardą jabłkową

Czas najwyższy! Bo jak długo można zwlekać z opisaniem smaków, które otaczają mnie na co dzień! Muszę przyznać, że niemiecka kuchnia jest bardzo bogata i tajemnicza. Kojarzy się głównie z tym, co i u nas na talerzu często się pojawia, czyli mięsem i ziemniakami. Faktycznie – skojarzenia właściwe! Ziemniaki znajdziemy tu pod każdą postacią. Nawet ja, która za nimi nie przepadam, dałam się ponieść fali zachwytu i kupiłam jedną z licznych książek kucharskich w typie ‘Ziemniak na milion sposobów’. Obfituje w najróżniejsze warianty: na zimno, ciepło, słodko, kwaśno, nadziewane... wymieniać mogłabym jeszcze długo, ale kuchnia niemiecka oprócz tej przaśnej i swojskiej strony to również ryby, warzywa, rozmaite zupy – potrawy lekkie, w smaku i kaloriach przypominające raczej kuchnię basenu morza śródziemnego. I co wy na to?




Dziś jednak czas na klasyczne danie, które tutaj pojawia się praktycznie na każdym rogu obok kebabów, frytek i piwa, czyli kiełbaski. Muszę przyznać, że mieszkam w prawdziwym królestwie kiełbas – są najróżniejsze – długie, cienkie, grube na dwa palce, krótkie, białe, curry... wszystko, czego dusza zapragnie! Ja najbardziej lubię Nürnberger Würstchen. Są małe, krótkie i cienkie, a do tego mniej tłuste i takie zwarte. Wyglądem przypominają poznańskie frankfurterki, ale są mocniej doprawione, bardziej pieprzne. Klasycznie podawane są z sałatką ziemniaczaną lub inną formą kartofli i jakimś sosem. Na dziś proponuję z ziemniakami w plasterkach i musztardą jabłkową, która urzekła mnie swoim smakiem. Przez dodatek zwykłej musztardy pozostaje lekko ostra, ale słodkie jabłko, sok z cytryny i śmietankowy ser  robią z tego zwykłego dodatku majstersztyk! No to zaczynamy!




Do tego proponuję dwóch świetnych niemieckich piosenkarzy Udo Jürgens i Xavier Naidoo w spokojnej piosence „Ich glaube” http://www.youtube.com/watch?v=zV1l96axrew&feature=related

Składniki dla 2 osób:
8 kiełbasek nürnberger (lub innych cienkich)
5 ziemniaków
masło
oliwa

Musztarda jabłkowa:
2 łyżki zwykłej musztardy
150ml oleju roślinnego
50g cukru
2 łyżki śmietankowego sera topionego
pół pęczka koperku
sól i pieprz
sok z połówki cytryny
1 jabłko (słodkawe, soczyste, aromatyczne)

Zacznijmy od ziemniaków. Ziemniaki umyj, obierz i pokrój na stosunkowo cienkie plasterki ok. 5mm. Smaż na maśle na średnim ogniu przez ok. 20min. Możesz posypać słodką papryką.

Musztarda jabłkowa
Jabłko obierz, usuń gniazdo i pokrój na małą kostkę. Wsadź do miksera. Dodaj musztardę, olej, cukier i sok z cytryny i zmiksuj na jednolitą masę. Posiekaj koperek i dodaj z pozostałymi  składnikami. Całość jeszcze chwilę miksuj.

Kiełbaski ponacinaj i podsmaż na oliwie na rozgrzanej patelni. Cienkie kiełbaski mogą się szybko przypiec, więc przewracaj co ok. 2 min. na kolejną stronę.

Pozostaje tylko wyłożyć ziemniaczki i kiełbaski na talerz i dodać musztardy. Dla smakoszy oczywiście polecam tradycyjnie jasne piwo. Będzie pasowało!! 


ciąg dalszy szałwii tym razem w wydaniu włoskim... lekko paprykowe gnocchi burro salvia z kabanosem i bazylią

W mojej kuchni nastał czas szałwii! Wyszukuje coraz to nowe inspiracje i pomysły na jej użycie. Jak już kiedyś pisałam, najczęściej sięgam po proste i niewyszukane potrawy. Uważam, że nie zawsze trzeba gotować na miarę największych kucharzy tego świata, czasem wystarczy sięgnąć po coś z tej drugiej puli. Udało się. Szybko znalazłam to, o co mi chodziło. Burro salvia!

Tu przerwa. Dla dodania apetytu i większej przyjemności gotowania proponuję wypełnić kuchnię włoskimi rytmami „Attinde” Calic z jednej ze składanek Putumayo http://www.youtube.com/watch?v=lE5NYgTomI4

W jednym ze starych numerów Wysokich Obcasów jest cały kulinarny fragment Agnieszki Kręglickiej poświęcony właśnie szałwii. Czyta się bardzo przyjemnie i nie sposób się z Nią nie zgodzić, że lekko słodkawe masło szałwiowe dorównuje, a nawet przewyższa walorami smakowymi i aromatem niektóre wykwintne sosy!





Na dzisiejszą ucztę wybrałam gnocchi. Delikatne, lekkie kluski ziemniaczane są idealnym kompanem mocnego, aromatycznego masła. Łatwe do zrobienia, sycące przypadną do gustu każdemu amatorowi włoskiej kuchni. A jeśli ktoś lubi następnego dnia dojadać resztki, to odsmażone, chrupiące również smakują kapitalnie!

Gnocchi:
500 g ziemniaków
100g mąki (plus do wysypania stolnicy)
1 żółtko
łyżka świeżo tartego parmezanu
gałka muszkatołowa
ostra papryka w proszku
sól

Burro salvia:
100 g masła
20 listków szałwii

kabanos wieprzowy
świeża bazylia

Ziemniaki ugotuj w mundurkach. Odczekaj chwilę, żeby nie parzyły w ręce i obierz. Następnie ugnieć lub przepuść przez maszynkę do mięsa lub praskę. Masa powinna być sucha i sypka. Wysyp trochę mąki na stolnicę i zagnieć ciasto z żółtkiem, mąką i wszystkimi przyprawami. Ciasto powinno być elastyczne. Proponuję spróbować ciasta przed krojeniem, jest tam tylko odrobina mąki, a ugotowane ziemniaki spokojnie można zjeść, a zawsze lepiej zawczasu dodać trochę więcej soli czy gałki. Uformuj wałek grubości ok. 1.5cm. posyp go mąką. Pokrój na małe kluseczki i na każdej w nich lekko odciśnij widelcem rowki. Gotuj w osolonym wrzątku. Ja lubię gnocchi lekko twarde, więc nie czekam aż wypłynął na powierzchnię, tylko wyjmuję je dosłownie po kilku sekundach. Radzę, żebyś po prostu próbowała i doszła do tego momentu, kiedy będą Tobie najbardziej smakowały!

Burro salvia jest BARDZO proste do zrobienia. Połowę masła rozgrzej na patelni, wrzuć umyte listki i smaż na małym ogniu, aż staną się kruche i szkliste. Potem dodaj resztę masła i wszystko zamieszaj.

W między czasie pokrój kabanosa wieprzowego na plasterki grubości ok. 5mm i lekko podsmaż. Do tego nie potrzeba tłuszczu, bo kiełbaska sama w sobie jest dość tłusta. Co jakiś czas zamieszaj.

Gorącym masłem polej gniocchi, posyp plasterkami kabanosa i świeżą bazylią. Obiecuje, że zapach w domu będzie tak wspaniały, że zanim się obejrzysz, domownicy już będą siedzieć przy stole. Buon appetito!!

 

piątek, 4 listopada 2011

szybka kolacja dla zmęczonych podróżą, czyli... sznycel drobiowy z szałwią, nadziewanymi pieczarkami i jajem w koszulce

Od dawna myślałam nad tym przepisem. Sięgałam po rozmaite książki kucharskie, żeby porównać, sprawdzić i wybrać najlepsze wskazówki. Nie śmiejcie się! Wiem, że sznycel nie wymaga zbyt skomplikowanych operacji kulinarnych i zdolności na wysokim poziomie, ale podeszłam do tematu poważnie i świadomie. 




Wczoraj był dzień akurat na taką drobną, lekką kolację. Po całonocnej podróży pociągiem byłam trochę zmęczona, niewyspana... i przyznam, że nie chciałam spędzić w kuchni więcej czasu, niż było to konieczne. 
A propos podróży chciałam się z wami podzielić jedną z moich ulubionych piosenek. Słucham jej właśnie w takich spokojnych momentach, kiedy dookoła jest cicho, zapada zmrok, a ja mogę pomyśleć o tym co było i będzie. Nie mogłam znaleźć lepszego nagrania w internecie, ale na pewno poczujecie przyjemne ciepło bijące z tego kawałka. Newton Faulkner 'Feels like home' http://www.youtube.com/watch?v=46MpjLNGPRw&feature=related

Poza tym pojawił się ostatnio dodatkowy czynnik – najgorszy z możliwych, który napawa mnie przerażeniem, jak tylko wchodzę do kuchni, albo znajduję jakiś wspaniały przepis. Mianowicie niektórzy z domowników chcą zadbać o linię i zrzucić kilka zbędnych kilogramów. Pochwalam i staram się motywować, ale drżącą ręką odkładam niektóre przepisy na półkę z oznaczeniem ‘PÓŹNIEJ’. Czuję, że już nie mogę wszystkiego, że sosy serowe, makarony i kluski pójdą na jakiś czas ‘w odstawkę’. No nic... w związku z tym narodził się pomysł sznycla. Chudy kawałek mięsa z aromatyczną szałwią, podsmażony na maśle z lekkimi dodatkami.
Jeszcze słów kilka o dodatkach, czyli jajach w koszulkach, które moim zdaniem zasługują na uwagę. Jest to jeden z wykwintniejszych sposobów podawania jaj. Można je serwować na śniadanie z grzanką i plasterkiem wędzonej szynki (np. jaja po benedyktyńsku) czy do obiadu zamiast standardowego sadzonego. Jednym słowem jajo uniwersalne, a wygląda znakomicie! Polecam do włączania go do rozmaitych przepisów.

Sznycle (2 porcje):
2 plastry sznycla drobiowego (najlepiej wykrojonego z filetu kurczaka)
6 listków świeżej szałwii
2 łyżki mąki
sól i pieprz
ćwiartka cytryny
łyżka masła
2 łyżki oliwy

Dodatki:
300g pieczarek
mały kawałek koziego sera (jeszcze wam zostanie)
2 jaja
rozmaryn
sól i pieprz

Sznycle.
Mięso umyj. Ułóż na desce między dwiema warstwami folii przezroczystej i rozbij (nie będzie pryskać i nie rozpadnie się). Każdy z filetów osól i opieprz i połóż po 3 listki szałwii (tylko na jednej stronie). Na końcu lekko oprósz mąką. Szałwia doda pięknego zapachu i lekkiego ziołowego posmaku. Rozgrzej patelnię z tłuszczem i na małym ogniu smaż sznycle po ok. 2minuty z każdej strony. Do smażenia dodaj małą cebulkę pokrojoną w ćwiartki – mięso będzie miało lepszy smak.

Pieczarki.
Obierz i umyj pieczarki. Rozgrzej patelnię z odrobiną oliwy i pod przykryciem podsmaż pieczarki. Osól i opieprz. Co jakiś czas przewróć je na drugą stronę, żeby z kapelusików wyciekła woda. Jak już będą miękkie, zdejmij pokrywkę, włóż kawałki sera do kapeluszy i poczekaj, aż się podrumienią. Możesz pod koniec przykryć patelnię, żeby była lepsza cyrkulacja ciepła. Całość trwa ok. 10-12 minut. Pieczarki są bardzo delikatne o lekko słonym (od sera) smaku.

Jaja w koszulkach.
W niewielkim garnku nastaw wodę. Lekko osól. Do gotującej się wody delikatnie wbij jaja, jedno po drugim, następnie bardzo delikatnie łyżką zakładaj białko na. Żeby jaja wyszły miękkie, a żółtko płynne, gotuj je przez 3 minuty.

Na talerz wyłóż sznycle, skrop lekko sokiem z cytryny. Podawaj z pieczarkami i jajem.
Życzę smacznego!!




środa, 26 października 2011

szybki i łatwy, a przede wszystkim przepyszny mus czekoladowy dla słodkich smakoszy

Był pomysł kolacji urodzinowej i był problem – co zrobić na deser, skoro piekarnik nie działa. Wierzcie mi, problem duży, bo ciężko odsunąć od siebie myśl o tych wszystkich smakowitych ciastach, bezach i pięknych tortach! Z pomocą przyszła mała książeczka kucharska z wypróbowanym przepisem na mus czekoladowy, kupiona kiedyś za grosze na wakacyjnym straganie. ten przepis polecam wszystkim, którzy lubią słodkości, desery, czy często urządzają kolacje dla znajomych – w małych miseczkach, udekorowany winogronem, kleksem z bitej śmietany mus spełni swoją rolę znakomicie! 
No to do dzieła...

Do pracy potrzeba nam jeszcze jednego - dobrej muzyki. Trochę figlarnej, trochę przekornej, jak każda pani domu w kuchni. Pink Martini "Je ne veux pas travailler" http://www.youtube.com/watch?v=MBoTRF2aK4s




Składniki na 6-8 osób:
350g ciemnej czekolady
6 jaj (żółtka i białka osobno)
4 łyżki cukru
200ml śmietanki

Przygotowanie jest bardzo proste i szybkie. Na całość powinniśmy poświęcić ok. 30 minut + najlepiej cała noc na leżakowanie w lodówce. Pokrusz czekoladę na kostki i rozpuść w mikrofalówce, albo w rondelku umieszczonym nad naczyniem z wrzącą wodą. Jak już uzyskasz gładką masę, odstaw do ostygnięcia. W tym czasie utrzyj żółtka z cukrem na białą masę (najlepiej użyć domowego miksera z końcówkami do ubijania piany z białek). Do tego dodaj stopniowo ostudzoną czekoladę i mieszając, podgrzewaj jeszcze przez kilka minut na niewielkim ogniu. Odłóż od ostygnięcia. Uwaga – masa zgęstnieje. W oddzielnych miseczkach ubij białka oraz śmietankę. Zimną masę czekoladowo-jajeczną bardzo ostrożnie mieszaj z pianą, a następnie ze śmietanką. Na początku będzie trochę opornie, ale piana szybko rozrzedzi masę i wszystko pójdzie już gładko. Najlepiej zrobić do drewnianym uchwytem od mątewki czy innego kuchennego narzędzia, metalowa łyżka nie zda tutaj egzaminu. Uważaj, żeby mieszanina nie opadła!

Wlej masę w małe miseczki lub pucharki i ustaw w lodówce na ok. 12 godzin. Ja najczęściej robię mus poprzedniego wieczora i pozostawiam na całą noc i kolejny dzień aż do momentu serwowania. Smak wspaniały – mus jest puszysty, rozpływa się w ustach. Słodki, ale nie przesłodzony... palce lizać!!

Dla miłośników ostrzejszych smaków – do masy czekoladowej możesz wlać filiżankę mocnej kawy. 

Przepis pochodzi z książki "Czekolada. Przepisy" Liliput - kieszonkowe książki kulinarne.


dzika ryba na szwajcarskiej ziemniaczanej poduszce, czyli łosoś na rösti z zieloną sałatą

Była mała przerwa, ale już jestem z powrotem i chcę się z wami podzielić wczorajszym obiadem przygotowanym na przyjazd mamy. Chciałam zrobić coś lekkiego, ale na tyle pożywnego, żebyśmy wytrzymały do wieczora. I udało się: łosoś, ziemniaczki i sałata. Wszystko brzmi normalnie, ale połączenie 2 europejskich tradycji kulinarnych zdecydowanie zaostrza apetyt i dodaje nowych wrażeń smakowych.

Do tego kolejny smak w tle, kubański – do lekkiej ryby i liści sałaty akurat! Buena Vista Social Club „ De Camino a La Vereda” http://www.youtube.com/watch?v=z2yAPq-91lw




Zacznijmy od rösti. Ten sposób przyrządzania ziemniaków pochodzi ze Szwajcarii. Jest to placek z grubo tartych surowych lub lekko podgotowanych ziemniaków, z dodatkiem cebuli, soli i pieprzu. Bardzo często w szwajcarskim jadłospisie funkcjonuje jako jedno danie z topionym serem, kiełbaską lub jajkiem na wierzchu. Naturalnie rösti może być częścią dania głównego. Domyślam się, że fanów ziemniaków nie muszę długo namawiać na to danie, ale polecam je również tym, którzy za ziemniakami nie przepadają. Ja sama należę do tej drugiej  grupy, ale rösti to na prawdę co innego – są miękkie w środku, a chrupiące na zewnątrz. Lekko podpieczone, delikatne, trochę pieprzne. Idealne! 

Ilości na 2 porcje:
Rösti:
4 ziemniaki
1 cebula
świeżo mielony pieprz
sól
olej

Łosoś:
250g dzikiego łososia
łyżka miodu lipowego
pieprz cytrynowy
sól
pół cytryny
 
główka sałaty
łyżka soku z cytryny
6 listków świeżej bazylii
2 łyżki oliwy
sól & pieprz 

Ziemniaki należy obrać, umyć i zetrzeć grubo na tarce. Ja robię to zawsze z surowych ziemniaków i ten sposób polecam również wam. W moim odczuciu lekkie podgotowanie ziemniaków odbiera taką chrupkość potrawy. Cebulę trzeba również zetrzeć na tarce. Wymieszać i pozostawić na sitku do odsączenia na ok. 15 minut. Można w między czasie lekko ‘podusić’ ziemniaki łyżką, żeby woda szybciej z nich wypłynęła. Przełożyć do miski i wymieszać z solą i świeżo zmielonym pieprzem. Ja lubię je w wersji lekko pieprznej, ale zachęcam do spróbowania jeszcze surowych ziemniaków, żeby nie trzeba było na talerzu dosalać, albo każdy gryz popijać wodą. Na patelnię wlać olej i poczekać aż się dobrze rozgrzeje. Łyżką do zupy nabieramy rösti i formujemy placki grubości ok. 1cm. Na dużej patelni zmieszczą się 4 krążki. Podpiekamy z jednej i drugiej strony ok. 3minut, skręcamy ogień pod patelnią, przykrywamy pokrywą i zostawiamy na ok. 7-8 minut.

Łososia myjemy pod letnią wodą, osuszamy ręcznikiem papierowym i z każdej strony solimy, pieprzymy i lekko kropimy cytryną. Na dobrze rozgrzaną patelnię z oliwą kładziemy łososia i smażymy z dwóch stron po 2-3 minuty. Potem na małym ogniu pod przykryciem trzymamy kolejne 8-10 minut. Pamiętajcie, że mięso z dzikiego łososia jest trochę twardsze! Następnie zdejmujemy pokrywkę, smarujemy miodem wierzchnią stronę łososia, po minucie odwracamy go i powtarzamy czynność. W tym czasie można trochę zwiększyć ogień, żeby ta miodowa powłoka miała szansę się podpiec.

Liście sałaty myjemy, suszymy i rwiemy na mniejsze kawałki. W misce mieszamy z oliwą, sokiem z cytryny i pozostałymi ziołami.

Wykładamy na talerz rösti, na to kładziemy łososia i dekorujemy sałatą. Zapraszam do stołu!



nagroda :)

Moi drodzy,

nic lepszego nie mogło mnie dzisiaj spotkać:) Wielka radość i zaskoczenie!!
Po wakacyjnej przerwie wśród domowych pieleszy, z dobrym babcinym i maminym jedzeniem i obowiązkowo białym półtłustym serem, którego tak bardzo mi brak wracam i... znajduję wśród maili informację o wygranej w konkursie 'Pigwowiec czy pigwa' organizowanym przez fantastyczny blog kulinarny Chillibite

Jeszcze raz serdecznie dziękuję mojej przyjaciółce Marcie, która mnie na udział namówiła, Dominikowi za cudowne dźwięki "For Emma" oraz tym, którzy pozytywnie ocenili przepis i niezmiennie zapraszam do próbowania nalewki!! 

A już niedługo nowe rytmy ze 'Smooth Jazz Cafe 11. Marek Niedźwiedzki zaprasza do...'