Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owoce przez cały rok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owoce przez cały rok. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 maja 2012

3... 2... 1... sezon na ciasta owocowe czas start! RABARBAR






Jak dawno mnie tu nie było. Kilka długich zimowych miesięcy. Dużo się działo, sporo zmieniło. Za oknem już też inaczej, cieplej, słońce świeci... a na straganach zrobiło się kolorowo. Jak co roku zaczyna się czas owocowych wypieków. Sezonowo, po kolei – wszystkie owoce trafiają do ciasta, a to, co po godzinie wyjmuję z piekarnika, pachnie obłędnie! 

Przepis na ciasto dostałam od koleżanki. U niej w domu zrobiłyśmy je po raz pierwszy, z leśnymi jagodami zebranymi przez sąsiadkę. Zajadałyśmy się nim na tarasie. Upał był nie do zniesienia. Ciasto jest smaczne, proste i szybkie do zrobienia, i co bardzo sobie cenię, wszystko można zrobić mikserem. To jest akurat dość ważna informacja dla tych, którzy prowadzą otwarty dom i często wpadają niespodziewani goście.

Jak już pisałam, do ciasta można dodać każde owoce, nie mniej polecam te kwaśne – wtedy smakuje najlepiej. W minionych latach lądowały tam już tytułowy rabarbar, porzeczki (i to jest hit!), jagody, jeżyny, agrest i rozmaite ogrodowo - owocowe mieszanki.

Ciasto:
2 szklanki mąki
1 szklanka cukru
kostka margaryny
3 jaja
łyżeczka proszku do pieczenia
3 łyżki śmietany
torebeczka cukru waniliowego

ok. 1/2 kg rabarbaru
Jeśli weźmiesz inne, drobne owoce (porzeczki czy jagody) to polecam ok. 1kg, żeby faktycznie, jak już ciasto urośnie, były w nim owoce.

Do miski wrzuć pokrojoną w kostkę margarynę, posyp cukrem i zmiksuj na jednolitą masę. Następnie dodaj żółtka, mąkę, połowę cukru waniliowego, śmietanę i proszek do pieczenia i połącz wszystkie składniki. Ubij na sztywno pianę z białek i dodaj do ciasta. Starannie połącz. Przenieś ciasto na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. W międzyczasie obierz laski rabarbaru -  ściągnij z nich wierzchnią skórkę, zdzierając ją z każdej strony. Umyj, osusz i pokrój wszerz na kawałki grubości ok. 1.5cm. następnie poutykaj kawałki owoców w ciasto – gęsto, jedno przy drugim.

Wstaw do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika i pozostaw na 30 minut. Zmniejsz grzanie do 150 stopni i piecz jeszcze przez 15minut. Sprawdź ciasto drewnianym patyczkiem, pamiętaj, że owoce puszczają sok, więc patyczek nie będzie suchy! Wyłóż i... napisałabym pozostaw do ostygnięcia i posyp cukrem pudrem, ale ja najbardziej lubię właśnie takie gorące. Nie mniej posyp cukrem pudrem i delektuj się cudownym kwaskowo – słodkim smakiem!

Samych smakowitości!






czwartek, 1 marca 2012

importowane smaki z wakacji... tortelli z gruszką i gorgonzolą




Dobrych kilka lat temu, cztery może pięć, byłam na wakacjach w Hiszpanii. Jednego z wieczorów poszliśmy ze znajomymi do małej knajpki przy jakimś bocznym deptaku i przy winie i mnóstwie pysznych rzeczy rozmawialiśmy do późnych godzin. Przyznam, że nie pamiętam, co wtedy jadłam, za to pamiętam, co jadł jeden z kolegów. Pierożki z serem pleśniowym i gruszką. Możliwe, że były w jakimś sosie – może maślanym, ale dokładnie już tego nie pamiętam. Nigdy więcej w tracie pobytu tam nie poszliśmy, ale ten smak utkwił mi gdzieś głęboko w pamięci.

Nie raz zastanawiałam się, czy coś takiego powtórzyć, w końcu risotto z tymi składnikami jest przepyszne. Z drugiej strony jednak nigdy nie spotkałam się z takim nadzieniem pierożkowym w innej restauracji, więc pomysł jakoś zawsze się rozpływał. Pewnego dnia, nie tak dawno temu, zlokalizowałam w kuchni gruszkę i ser gorgonzola i pomyślałam, że chyba wybiła TA godzina! Poszperałam w różnych pomocach kucharskich i w opasłej książce ‘Kulinaria Italia’ znalazłam przepis na ciasto makaronowe. Farsz jakoś wyszedł sam z połączenia gruszki i sera i muszę przyznać, że jak zjadłam pierwszego pierożka, to mało nie pękłam z dumy i zachwytu. Obłędny smak! Słodkawy od gruszki, ostry od sera... niebo w gębie!! 



Składniki na ok. 55 tortelli:
300g mąki
3 jaja
duża szczypta soli
1 gruszka
ser gorgonzola (plaster gr. 4cm)
sól i pieprz
masło do polania

Ciasto makaronowe. Proporcja jest następująca: na 100g mąki pszennej - 1 jajo.
Mąkę wysyp na stolnicę i zrób mały dołek. Do dołka wbij 3 jaja, dodaj sól i zagnieć twarde ciasto wrabiając mąkę od brzegów. Całość wyrabiaj ok. 15 minut, następnie odstaw na godzinę do lodówki.

Są dwa sposoby zrobienia farszu. Pierwszy daje nam finalnie konsystencję papki. Żeby tak było trzeba utrzeć gruszkę na grubych oczkach tarki, odsączyć, po czym wymieszać z pokruszonym serem. Lekko posolić i popieprzyć (pamiętaj, że ser jest już ostry), wymieszać i odstawić dosłownie na kilka minut. Po ugotowaniu taki farsz właściwie oblepia pierożka od wewnątrz i ma konsystencję rozpuszczonego sera, więc nagryzając ciasto, nie napotykamy żadnego ciała stałego. Drugi sposób, to pokroić gruszkę i ser na małe kawałki, tylko połączyć  składniki i doprawić solą i pieprzem. To daje szansę, że po kilku minutach gotowania, natkniemy się na miękką gruszkę oblepioną serem. Jak już będziesz miała farsz gotowy, podziel ciasto na 2 części i rozwałkuj obtoczonym w mące wałkiem na cienkie ‘placki’  mniej więcej takiej samej wielkości. Przy wałkowaniu stale obracaj ciasto, żeby było równomiernie rozciągnięte. Na spodnim cieście ułóż w równych odstępach ok. 3cm farsz po czym nakryj całość drugim ‘plackiem’. Ciasto w przerwach między farszem podociskaj, żeby się skleiło i pokrój tak, aby wyszły kwadratowe tortelli. Gotuj w osolonej wrzącej wodzie ok. 3-4 minut, al dente. Podawaj polane roztopionym masłem.

Smak jest niesamowity, a danie bardzo efektowne. Wbrew pozorom wcale nie ma z tym tak dużo pracy :) 

 

środa, 30 listopada 2011

bomba witaminowa z dzieciństwa, czyli surówka z marchwi i jabłka

Słuchajcie. Historia, w przeciwieństwie do przepisu jest długa, bo sięga dzieciństwa. Babcia szykowała nam zawsze pełne obiady, czyli taki prawdziwy przedwojenny sznyt: zupa, drugie z surówką, kompot i coś słodkiego na ząb. Smaki zmieniały się wraz z okresem dorastania, więc i jadłospis ewoluował, ale niektóre rzeczy do teraz zostały niezmienione. Surówka z marchwi i jabłka jest jedną z nich. Uwielbiam ten cytrynowo-słodki smak. Marchewka, z której ścieka sok. Kawałki jabłka. Gdzieniegdzie chrzęści cukier, który jeszcze się nie stopił. Kolejne wspomnienie z dzieciństwa, w którym chyba nie jestem odosobniona, prawda?




U nas w domu proporcje były następujące: 5 marchewek = 4 jabłka, to starczy dla 4 osób. Takie podaje składniki:
5 marchewek
4 jabłka
ok. 2 łyżeczek cukru
1 cytryna

Marchewkę obierz, umyj i utrzyj na drobnych oczkach tarki. Z jabłkami postępuj tak samo, tylko utrzyj je na dużych oczkach. Wymieszaj i dopraw cukrem i sokiem z cytryny. Jeśli proporcje słodkiego do kwaśnego nie będą Tobie odpowiadać, to cukrem i cytryną dopraw po swojemu.

Gotowe. Zdrowe. Smaczne. Kolorowe.


Ten skromny dodatek do mięsa bierze udział w akcji 'Retro kuchnia'.







niedziela, 20 listopada 2011

jabłka z pieca z domowymi śliwkowymi powidłami

Tym muszę się podzielić, choćby nie wiem co! Sądzę, że tak jak ja, staniecie się amatorami tego jesienno-zimowego podwieczorku. Jak myślę o pieczonych jabłkach, to widzę się oczyma wyobraźni w domu. Na kanapie przy kominku, przykryta bordowym kocem, z książką i psią mordą na kolanach. W takich warunkach sięgam na ogół po ten słodko-kwaskowy podwieczorek. Przygotowanie jest bardzo proste, ale uwaga (!) smak i zapach uzależniają na co najmniej 6 zimnych miesięcy :)



A te zimne miesiące łagodzi ciepły głos Nat King Cole’a. Tym razem piękna, spokojna piosenka ‘Smile’. http://www.youtube.com/watch?v=_r9To--8IVY

Składniki zależne są jedynie od liczby chętnych. Na 1 jabłko (boskoop) potrzebna jest 1 łyżeczka cukru i 2 łyżeczki powideł.

Jeśli chodzi o powidła, to można stosować różne zamienniki typu dżemy z owoców leśnych. Pamiętajcie tylko, że kupne dżemy są na ogół słodsze, więc wtedy radziłabym zrezygnować z cukru!

Jabłka umyj i ostrożnie wydrąż środek tak, aby nie przebić owocu na wylot. Do dziury wsyp najpierw cukier i na to powidła. Piekarnik nastaw na 180°C i piecz jabłka ok. 20 minut. Wyjmij i podawaj gorące. W ten zimny wieczór życzę smacznego!!





magiczny krem ze świeżych pomidorów z jabłkiem i serem pleśniowym

„The sun has left and forgotten me
It’s dark, I cannot see
Why does this rain pour
down
I’m gonna drown
In a sea
Of deep confusion

Somebody told me, I don’t know who
Whenever you are sad and blue
And you’re feelin’ all alone and left behind
Just take a look inside and you will find…”


Panie i Panowie – czas na zupy! Na dworze zimno, nos czerwony, a grzanego wina nie można przecież pić codziennie. Nie pozostaje nic innego, jak za babcina radą sięgnąć po najrozmaitsze zupy. A tu już wszystkie chwyty dozwolone. Gorące, rozgrzewające, pożywne i warzywne. Z makaronem, lanymi kluskami, grysikiem i ryżem. A najlepsze to te z wkładką, jajem i bułką. W zimowe dni wszystko co gorące smakuje najlepiej. 




Z całej ‘powodzi’ zup wybrałam ostatnio pomidorową. Niby zwykła, tradycyjna zupa, a pole do popisu mamy na prawdę ogromne. Pomidor pomidorowi nie równy, więc i smak może wyjść zupełnie inny. I tym sposobem w sobotę do zupy wpadło jabłko. Babcia nauczyła mnie, że pomidorową zawsze trzeba okrasić szczyptą cukru, więc postanowiłam tę słodycz zamienić na bardziej naturalny owocowy dodatek i muszę przyznać, że wyszło świetnie! Jabłko dodało świeżej nuty, takiego dziecięcego psikusa, który okazał się być hitem tego weekendu! Do tego świeża bagietka z serem pleśniowym, czyli kontrast, bo smak zdecydowanie słony i ostry. Połączenie okazało się doskonałe.

Do tego piosenka idealna na zimne wieczory. Spokojny dźwięk klarnetu i piękny głos piosenkarki z zespołu Pink Martini opowiadają historię małego pomidora wiszącego samotnie na krzaku, który boi się nadchodzącej burzy i ciemnej nocy. Akurat do pomidorowej! Pink Martini ‘Hang on little tomato’  http://www.youtube.com/watch?v=9Jz706sJMjg

700g pomidorów (najlepiej podłużne, gruntowe)
2 marchewki
2 ząbki czosnku
1 cebula
1 jabłko (boskoop)
litr wrzącej wody
szczypta cukru
łyżeczka soku z cytryny
sól pieprz

Pomidory umyj, sparz i obierz i pokrój w kostkę. Lekko posól i przesmaż na patelni razem z posiekanym czosnkiem. Równolegle do garnka wlej trochę oliwy i dodaj łyżkę masła. Na roztopionym tłuszczy przesmaż pokrojoną w plastry marchewkę i posiekaną cebulę. Smaż przez ok. 25 minut, co jakiś czas mieszając. Po tym czasie zalej marchewkę i cebulę wodą, dodaj przesmażone pomidory i gotuj przez 10 minut. Obierz jabłko, pokrój w kostkę i dodaj do zupy i gotuj jeszcze ok. 10 minut. Następnie dodaj cukier i sok z cytryny i zmiksuj całość blenderem tak, aby powstał gładki krem. Teraz dopraw do smaku pieprzem i solą i gotowe :) 

życzę smacznego!! 

Inspiracje zaczerpnięte z książki 'Encyklopedia zup'


poniedziałek, 14 listopada 2011

jesienne dodatki do ciepłej herbatki - piwne racuchy z jabłkami

Przyznam, że uwielbiam takie małe przekąski do herbaty! Regularnie wyszukuje przepisy na słodkie konfitury, pieczone owoce, musy... coś słodkiego, jednocześnie małego, akurat do popołudniowej herbaty na porcelanowym spodku ze złotą obwódką. Tego typu kulinarne przedsięwzięcia sprawiają mi ogromną frajdę. Są tylko dodatkiem, wisienką na torcie, bez której spokojnie moglibyśmy się po pełnym obiedzie obejść, ale zarówno przygotowanie, jak i późniejsze zajadanie sprawia taką przyjemność, że nie można jej sobie odmówić. 




Jak już chyba kiedyś wspomniałam, lubię korzystać z sezonowych dobroci. Uważam, że natura tak to wszystko świetnie przemyślała, że truskawki najlepiej smakują latem, a gruszki jesienią. Dziś czas na jabłka! 

Kolejną moją słabą stroną są rzeczy smażone i pieczone – uwielbiam! Mięso, owoce, warzywa najlepiej smakują mi właśnie w tej formie, chociaż wiem, że w nadmiarze bywa ona niezdrowa. Ale cóż, jeśli powiedziało się A, najwyższy czas na B:) 

... ale zanim cała reszta, to na zaostrzenie apetytu piękna polska piosenka 'Gaj' w wykonaniu Maryli Rodowicz i Marka Grechuty http://www.youtube.com/watch?v=72AByDWgN-Q

Do owoców i smażenia znalazłam przepis idealny. Ciasto z dodatkiem piwa jest substancją kapitalną. Niech was piwo przypadkiem nie odstraszy! Ja należę do osób, które piwa w ogóle nie biorą do ust. Nie odpowiada mi smak, kolor, zapach i cała ta browarna stęchlizna. Ale w gotowaniu to już co innego! O ile w surowym cieście czuć zapach i smak piwa, o tyle po usmażeniu nie ma po nim śladu, a ciasto jest lekkie i chrupiące. Co do jabłek, stają się miękkie i okryte tą ciastową poduszeczką, rozpływają się w ustach.

Proporcje na obfitą porcję do herbaty dla co najmniej 4 osób:
25dag mąki pszennej
2 jaja
1 szklanka jasnego piwa
1/2 łyżeczki soli
2 łyżki oleju roślinnego
1 łyżka oliwy z oliwek

7-8 jabłek (boskoop)
cukier puder
olej do smażenia

Od razu na początku zaznaczę, że do tego przepisu świetnie przyda się robot kuchenny z końcówkami do bicia piany i mieszania cista – zdecydowanie ułatwi pracę!

Mąkę wymieszaj z solą. W oddzielnej misce ubij żółtka z olejem i oliwą na gładką masę. Dodaj do mąki i wymieszaj. Następnie wlej do masy piwo, powoli, cały czas mieszając, aż do uzyskania jednolitej masy. Miskę z ciastem przykryj lnianą lub bawełnianą ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na ok. godzinę, aby ciasto napęczniało.
Jabłka umyj, obierz, pokrój na plastry grubości ok. 1cm i wykrój gniazda tak, żeby zachował się pełen krążek z dziurą w środku. Posyp lekko cukrem pudrem i odstaw. Białka ubij na sztywną pianę i połącz z ciastem. Rób to delikatnie, żeby piana nie opadła – to zapewni racuchom puszystość.
Plastry jabłek zanurzaj w cieście i smaż na rozgrzanym oleju. Proponuję smażyć pojedynczo, wtedy racuchy się nie skleją. Jeszcze jedna rada na koniec – do przewracania jabłek w tłuszczu najlepiej użyj drewnianego patyczka do szaszłyków – w ten sposób najmniej uszkodzisz pulchne ciasto. Usmażone racuchy odkładaj na kratkę, żeby ociekły z tłuszczu i aby ciasto zachowało ‘chrupkość’. Jeśli położysz je od razu jeden na drugim, ciasto od wzajemnego ciepła zrobi się miękkie, a nie chrupiące! Przed podaniem oprósz cukrem pudrem. Palce lizać!!

Przepis bierze udział w akcji 'Sezon na jabłka 2'. Gorąco polecam również inne przepisy nadesłane na tę akcję!




Przepis w oryginalnej wersji znajdziecie na stronie Ugotuj.to

 

środa, 9 listopada 2011

czas na niemiecki klasyk, czyli kiełbasę!! Nürnberger Würstchen z ziemniaczkami i musztardą jabłkową

Czas najwyższy! Bo jak długo można zwlekać z opisaniem smaków, które otaczają mnie na co dzień! Muszę przyznać, że niemiecka kuchnia jest bardzo bogata i tajemnicza. Kojarzy się głównie z tym, co i u nas na talerzu często się pojawia, czyli mięsem i ziemniakami. Faktycznie – skojarzenia właściwe! Ziemniaki znajdziemy tu pod każdą postacią. Nawet ja, która za nimi nie przepadam, dałam się ponieść fali zachwytu i kupiłam jedną z licznych książek kucharskich w typie ‘Ziemniak na milion sposobów’. Obfituje w najróżniejsze warianty: na zimno, ciepło, słodko, kwaśno, nadziewane... wymieniać mogłabym jeszcze długo, ale kuchnia niemiecka oprócz tej przaśnej i swojskiej strony to również ryby, warzywa, rozmaite zupy – potrawy lekkie, w smaku i kaloriach przypominające raczej kuchnię basenu morza śródziemnego. I co wy na to?




Dziś jednak czas na klasyczne danie, które tutaj pojawia się praktycznie na każdym rogu obok kebabów, frytek i piwa, czyli kiełbaski. Muszę przyznać, że mieszkam w prawdziwym królestwie kiełbas – są najróżniejsze – długie, cienkie, grube na dwa palce, krótkie, białe, curry... wszystko, czego dusza zapragnie! Ja najbardziej lubię Nürnberger Würstchen. Są małe, krótkie i cienkie, a do tego mniej tłuste i takie zwarte. Wyglądem przypominają poznańskie frankfurterki, ale są mocniej doprawione, bardziej pieprzne. Klasycznie podawane są z sałatką ziemniaczaną lub inną formą kartofli i jakimś sosem. Na dziś proponuję z ziemniakami w plasterkach i musztardą jabłkową, która urzekła mnie swoim smakiem. Przez dodatek zwykłej musztardy pozostaje lekko ostra, ale słodkie jabłko, sok z cytryny i śmietankowy ser  robią z tego zwykłego dodatku majstersztyk! No to zaczynamy!




Do tego proponuję dwóch świetnych niemieckich piosenkarzy Udo Jürgens i Xavier Naidoo w spokojnej piosence „Ich glaube” http://www.youtube.com/watch?v=zV1l96axrew&feature=related

Składniki dla 2 osób:
8 kiełbasek nürnberger (lub innych cienkich)
5 ziemniaków
masło
oliwa

Musztarda jabłkowa:
2 łyżki zwykłej musztardy
150ml oleju roślinnego
50g cukru
2 łyżki śmietankowego sera topionego
pół pęczka koperku
sól i pieprz
sok z połówki cytryny
1 jabłko (słodkawe, soczyste, aromatyczne)

Zacznijmy od ziemniaków. Ziemniaki umyj, obierz i pokrój na stosunkowo cienkie plasterki ok. 5mm. Smaż na maśle na średnim ogniu przez ok. 20min. Możesz posypać słodką papryką.

Musztarda jabłkowa
Jabłko obierz, usuń gniazdo i pokrój na małą kostkę. Wsadź do miksera. Dodaj musztardę, olej, cukier i sok z cytryny i zmiksuj na jednolitą masę. Posiekaj koperek i dodaj z pozostałymi  składnikami. Całość jeszcze chwilę miksuj.

Kiełbaski ponacinaj i podsmaż na oliwie na rozgrzanej patelni. Cienkie kiełbaski mogą się szybko przypiec, więc przewracaj co ok. 2 min. na kolejną stronę.

Pozostaje tylko wyłożyć ziemniaczki i kiełbaski na talerz i dodać musztardy. Dla smakoszy oczywiście polecam tradycyjnie jasne piwo. Będzie pasowało!! 


sobota, 8 października 2011

mango ciąg dalszy... czyli urodzinowe naleśniki na słodko!

Dzisiaj dzień szczególny – urodzinowy! Co prawda Dominik jest teraz kilkaset km ode mnie, więc nie będziemy razem świętować, mimo wszystko postanowiłam rozpocząć ten dzień inaczej. W sobotnie i niedzielne śniadania na ogół jemy coś ‘innego’ niż w tygodniu. Robimy tosty z rozmaitymi serami i szynką, jemy jajka na mnóstwo sposobów, placki z owocami, ale najczęściej pojawiają się naleśniki! Ja przygotowuje ciasto, a Dominik zręcznie wylewa je na patelnię i niczym wytrawny francuski kucharz, podrzuca w powietrzu zamiast szpatułką  odwrócić na drugą stronę. Dzisiaj zabrakło tych akrobacji, ale obowiązkowo pojawiła się Nutella i gość specjalny – mango!

Tak więc powstały naleśniki z Nutellą, mango, winogronami bezpestkowymi i migdałami!

Do gotowania proponuję bardzo przyjemną, pozytywną piosenkę Jehro "Sweet" - nawet nie zauważycie, kiedy ta słodycz pojawi się na talerzu:)  




Składniki na 2 głodne osoby:
1 1/2 szklanki mąki
1 szklanka mleka
1 jajko
szczypta soli i cukru
słoik Nutelli (jeśli macie swój ulubiony krem czekoladowy, spokojnie można Nutellę nim zastąpić)
2 mango
1/2 kg zielonych winogron bezpestkowych
100g migdałów (najlepiej w słupkach)

Przygotowanie trwa kilka minut. Do miski wsypcie mąkę, dodajcie mleko, wbijcie jajko. Wszystkie składniki trzeba wymieszać do momentu, aż zrobi się gładka, puszysta masa. Dodajcie sól, cukier i jeszcze chwilę pomieszajcie. Można skorzystać z robota kuchennego albo posłużyć się mątewką. W przypadku naleśników proponuję to drugie – ciasto jest łatwe do wyrobienia i czas pracy krótki.  

Rozgrzejcie patelnię. Włóżcie łyżkę masła. Jak się rozpuści, wylejcie ciasto i formułujcie okrągłe naleśniki. Proponuję grubość ok. 2 - 3mm, wtedy będą miękkie, a rant chrupiący – akurat do czekoladowego kremu! Smażymy ok 1-2 minut z każdej strony, aż nabiorą złotego koloru. Między smażeniem kolejnych porcji należy przetrzeć patelnię papierowym ręcznikiem, żeby masło nie nadawało ciastu brązowego koloru i włożyć łyżkę świeżego masła. Wykładamy na talerz, smarujemy Nutellą, kładziemy mango i winogrona i posypujemy orzechami!  
Palce lizać!! Wszystkim solenizantom wszystkiego co najlepsze!!

Przy okazji powtórzę babciną radę - zróbcie ciasto na kilka godzin przed smażeniem, albo nawet poprzedniego wieczoru i odstawcie do lodówki. 
Smakuje zdecydowanie lepiej! 




czwartek, 6 października 2011

placki na trzy gryzy + mango

Kochani,

mimo chmur na niebie, dzień jest piękny! Wydarzają się same miłe rzeczy, których w ogóle nie miałam w planach! Najważniejsze to: po długiej przerwie jadę na kilka dni do domu i drugie przyjaciółka się zakochała. Nawet jedna wiadomość wystarczy, żeby cały dzień podśpiewywać pod nosem! W związku z takimi dobrymi nowinami, postanowiłam wyjątkowo zakończyć ten dzień. I udało się! Pomysł od razu wpadł do głowy.

Kupiłam mango. Polecam wam ten niezwykły owoc. Jeden gryz i będziecie tak samo cierpieć z powodu nadchodzącej zimy jak ja. Smak ma niezwykły – przy skórce słodki, a im bliżej pestki, tym więcej cytryny, że aż w język trochę szczypie. Mango odkrył przede mną Dominik. Nigdy wcześniej nie zwracałam na nie uwagi, może dlatego, że bardzo lubię rzeczy ze swojej strefy klimatycznej... No cóż, każdy się uczy na błędach, ja również. Przez całe lato nie rozstawaliśmy się z tym smakiem. Teraz, kiedy nadchodzi już zima, polecam wam zajrzeć do sklepu i wyszperać ostatnie sztuki. Idealne na niedzielne śniadania lub deser po obiedzie!




Placki są bardzo proste do zrobienia, więc proponuję po prostu wziąć jedną szklankę i za jej pomocą odmierzać proporcje.

Z serii wypróbowanych babcinych rad! Polecam wam zrobić ciasto na kilka godzin przed smażeniem placków i odstawić do lodówki. Mnie zdarza się czasem zrobić ciasto dzień wcześniej. Jakimś cudem smakuje ono lepiej!

Składniki:
1 1/2 szklanki mąki
1 szklanka mleka
1 jajko
większa szczypta soli
szczypta cukru
kilka kropelek cytryny

2 mango
500g jogurtu 3.5%
2 łyżki cukru pudru

Przygotowanie trwa dosłownie kwadrans. Ubijcie białko na pianę. Wsypcie do miski mąkę, dodajcie mleko i żółtko. Wszystkie składniki trzeba wymieszać do momentu, aż zrobi się gładka, puszysta masa. Dodajcie pianę z białka, sól, cukier i cytrynę i jeszcze raz wymieszajcie ciasto.

Rozgrzejcie patelnię, tak żeby była dobrze ciepła i włóżcie łyżkę masła. Jak się rozpuści, łyżką nabierzcie ciasto i uformułujcie ładne, niewielkie placki. Takie akurat na 3 gryzy! Pamiętajcie, żeby nie były zbyt cienkie! Smażymy ok 1-2 minut z każdej strony, aż nabiorą złotego koloru. Przed smażeniem kolejnych porcji, wytrzyjcie patelnię papierowym ręcznikiem i na nowo dajcie masło. W przeciwnym razie zbrązowiałe masło nada plackom ciemny kolor. 
W międzyczasie wymieszajcie jogurt z cukrem pudrem. Jeśli wolicie kwaskowaty smak jogurtu, możecie również posypać placki pudrem dopiero na talerzu. 

Wykładamy na talerz, dajemy (jak mawia moja babcia) kleksa jogurtu, kładziemy mango i... jemy!

A do tego obowiązkowo Joss Stone ‘L.O.V.E’:)



  

poniedziałek, 3 października 2011

nalewka domowa z owoców pigwy na leniwe zimowe wieczory...

Moi drodzy – ostatni dzwonek, żeby wyrobić się na zimowe wieczory z pyszną domową nalewką! W domu mamy kilku wybrańców wśród nalewek i na nasze szczęście nie odbiega to za bardzo od tego, co rośnie u nas w ogrodzie. Najbardziej smakują nam te z owoców pigwowca, ciemnych winogron, aronii i syropu z gruszek. Ta ostatnia to na ogół 'produkt uboczny' przy robieniu zapraw na zimę, o których później.

Dzisiaj czas na nalewkę z owoców pigwy. Jest to roślina w polskich ogrodach najczęściej traktowana jako krzew ozdobny. Wczesną jesienią, kiedy piękne pomarańczowe kwiaty już opadną, pojawiają się twarde jasno-zielone lub żółtawe owoce, w kształcie przypominające małe jabłka. Warto je zebrać właśnie teraz, w pierwszych tygodniach października, kiedy słońce jest jeszcze ciepłe, a deszcze tak bardzo nie dokucza. Uwaga – krzew ma kolce!

Do tego proponuję przepiękną piosenkę, która oczarowała mnie kilka miesięcy temu i od tego czasu nie mogę i nie chcę się z nią rozstać. Jest dobra na spokoje wieczory, ale też na niedzielne poranki do gazety i świeżych bułek z nasionami słonecznika. Zdecydowanie nastraja pozytywnie! http://www.youtube.com/watch?v=T0yaQ20dpWI
 
Owoce należy dobrze umyć, wykroić gniazda (sformułowanie, którego używa moja babcia określając pestki) i pokroić na średniej wielkości kawałki. W niektórych przepisach możecie znaleźć inne uwagi dot. cząstek owoców, ale uważam, że przy drobnym krojeniu uzyskamy w czasie produkcji więcej soku. Uważajcie – owoce są bardzo twarde, więc szybko rozboli was ręka, ale efekt wart jest poświęcenia!






Owoce należy wsadzić do słoja lub szklanej butelki. Proponuję poszukać w domu takiego naczynia, które możecie zakorkować naturalnym korkiem. Wtedy proces przebiega w bardziej naturalnych warunkach. W małym garnku należy podgrzać cukier w minimalnej ilości wody. Kiedy cukier się rozpuści i powstanie syrop, zalejcie nim owoce. Następnie dodajcie spirytus i odstawcie w ciemne miejsce w temperaturze pokojowej lub trochę chłodniejszej na ok 1.5 miesiąca. Co jakiś czas można butelką lekko wstrząsnąć, ale z umiarem. Przyjemnie jest śledzić, jak owoce stopniowo opadają na dno butelki – to znaczy, że proces trwa!

Po upływie 6-8 tygodni należy oddzielić owoce od nalewki i dosmakować ją wedle uznania spirytusem, jeśli ktoś chciałby mocniejszą, albo cukrem (zagotowanym w wodzie, w postaci syropu), jeśli okaże się za mało słodka. Jeśli byłaby zbyt mocna, należy ją rozcieńczyć wodą, ale to się rzadko zdarza:)

Składniki – przyznam, że z tym mam mały problem, bo w domu zawsze robimy to trochę na oko i potem każdy czeka na moment dosmakowania. Spróbujmy:
1.5 l spirytusu 60-70%
1 kg owoców pigwy
ok. 7 kopiastych łyżek cukru


Powyższe proporcje są uniwersalne, więc jeśli macie pod ręką inne owoce nadające się do nalewki, spokojnie możecie zastąpić nimi pigwę.

Do dzieła, zimowe wieczory tuż tuż!!